Historia Pani Tatiany

Witaj

Mam 43 lata, jestem mamą i wygrałam walkę o zdrowie swojej  córki.

Jeśli usłyszałeś od swoich lekarzy: ” nie wiem”, „przykro mi” lub” proszę się modlić”, to zapoznaj się z moją historią. Chcę pokazać Ci, że się da i, że  wiem jak to zrobić.

Możesz pokonać każdą swoją chorobę, lub chorobę swojego bliskiego. Powiem Ci jak. Ja dochodziłam do dzisiejszej wiedzy 5 długich lat, Ty możesz już po przeczytaniu tej historii wiedzieć, jak wyleczyć swój organizm!

Dodam jeszcze na wstępie, że moim największym wrogiem wcale nie była silna alergia, astma i wszystko, co po drodze zniszczyli lekarze ( lista będzie długa), a ich bezradność, niewiedza, rutyna, antybiotyki, sterydy i cały arsenał trucizny, jaką podawałam dziecku pod ich dyktando. (ZAZNACZAM!!!! Nie mam na celu krytyki lekarzy, bo zapewne wielu z nich jest wspaniałych. Ja opisuję tu moje doświadczenia.)

Teraz po 5 latach wiem, że każdą chorobę można pokonać i pokażę Ci jak ja to zrobiłam.

Wiem również, że nikt nie choruje na alergię, astmę, niedoczynność tarczycy, ( tu wpisz swoją dolegliwość), lub jeszcze coś innego. CHORUJE CAŁY ORGANIZM, a konkretna choroba to nic innego jak reakcja obronna.

 

Moja córka była zdrowym noworodkiem, zdrowym dzieckiem i zdrową nastolatką ..aż do 13-stego roku życia. Wtedy, w połowie stycznia zachorowała pierwszy raz na zapalenie oskrzeli.  Lekarz rodzinny postawił diagnozę od razu . Jeden antybiotyk- bez poprawy, drugi to samo, trzeci nadal nic. Wysoka gorączka, suchy duszący kaszel (praktycznie ciągły).Po 2 miesiącach postanowiłam sama znaleźć lekarza specjalistę. Trafiliśmy do znanego na Pomorzu alergologa. Kaszel Pan doktor uciszył od razu ( dał steryd – metypred w tabletkach i inhalacje z dużej dawki pulmikortu).Dziecko z gabinetu wyszło „zdrowe”. W sumie byliśmy bardzo zadowoleni. Miałam nadzieję, że zdarzyło się to raz i tyle. Niestety…po 2 miesiącach znów to samo. Szybko ( w pierwszym dniu infekcji ) dotarliśmy do gabinetu. Podobne działanie Pana doktora, ale ku mojemu i jego zaskoczeniu „potrzebne” były podwójne dawki sterydów. Pomyślałam O.K. Trudno.

Kolejna infekcja powróciła już po około miesiącu. I tej już się nie dało ( mimo jeszcze większych dawek sterydów) tak zaleczyć. Kaszel trwał około 2 tygodni. Córka dostała sterydy w tabletkach i w inhalacji. Po tym okresie wydawało się być dobrze.

Alergolog oczywiście zrobił testy na alergię ( uczulona na wszystko proszę mi wierzyć.) Podjął próbę odczulania alergowitem ( szczepionka podawana podskórnie), ale infekcje były tak częste, że nie udało się z okresów choroby „wykroić” takich 2 tygodni, by te szczepionki podawać. Robiliśmy badania na pasożyty ( na 100% ma je każdy!!! a alergiczne dziecko na 200% – dziś to wiem ). Szukaliśmy helikobakter, jaj pasożytów i wielu innych, ale zawsze wyniki wychodziły czyste . Odczulanie przerwaliśmy ( bo się nie dało), Córka dostała duże dawki sterydów, inhalatory stosowane w astmie i częste dawki antybiotyków. Na skutki podawania sterydów nie musieliśmy długo czekać. Pierwsze to opuchlizna, drugie pojawiły się ogromne roztępy na całym ciele, potem bardzo powiększyła się tarczyca, a na końcu przestały prawidłowo funkcjonować nadnercza. Zarówno na tarczycy, jak i w nadnerczach pojawiły się liczne guzki:(

W taki sposób pogarszał się na moich oczach stan mojego dziecka.

Jak wylądowała na oddziale szpitalnym, bo zaczeły pojawiać się skurcze oskrzeli, pojechałam do jej lekarza ( 65 km od naszego domu). Opowiedziałam co się stało ….

Zgadnij, co mi Pan doktor odpowiedział… 2 słowa: „NIE WIEM!”

Wtedy też zaczęliśmy używać ventolinu ( lek rozkurczowy w inhalatorku). Taki jak ze sobą nosi wielu astmatyków. I tak samo, jak sterydy…początkowo wystarczyły 2 dawki, aby rozkurczyć oskrzela, po tygodniu już 4 …..doszliśmy do 16 dawek jednorazowo ( max na dobę to 8 dawek!! ale podzielonych i dla dorosłego człowieka)

Położyliśmy córkę na oddziale diagnostycznym . Tylko nikt nam nie powiedział, że tam w nocy nie ma lekarza dyżurnego!!( Jest jeden na chyba 5 budynków i dyżuruje na OIO-mie, ale w razie konieczności nie może opuścić tamtego oddziału, więc tak jakby go nie było). Córka dostała kolejnego skurczu, poprosiła pielęgniarkę o leki(ventolin).Pielęgniarka jej nie podała leku, bo Pani doktor nic nie zleciła ( córce odstawiono wszystko w celach diagnostycznych).

Było gorąco! Córka dała radę do nas zadzwonić ( mieszkamy 65 km od szpitala) i  wybełkotać , że ma atak. Po moich groźbach pielęgniarka podała jej ventolin ( nasz zresztą, bo tam zostawiłam) i wezwała pogotowie. TAK! WEZWAŁA POGOTOWIE, bo jej kazałam, NA ODDZIAŁ SZPITALNY, aby dziecko mógł zbadać LEKARZ!! Cała akcja rozgrywała się w czasie naszej jazdy do szpitala. My byliśmy na miejscu przed karetką ( przypomnę – 65 km). Przed przyjściem lekarza zdążyłam podać kilka dawek ventolinu i skórcz ustąpił całkowicie. Oczywiście po tym zdarzeniu zabraliśmy córkę do domu, pobyt tam był dla niej zbyt niebezpieczny.

Jedyny plus z tego pobytu to ten, że zrobili córce kilka przydatnych badań. Znaleźli chlamydię pneumonię( bakteria wewnątrzkomórkowa, rozwijająca się w układzie oddechowym) . Miałam nadzieję, że w końcu wiemy z czym mamy do czynienia. Niestety długa antybiotykoterapia nie przyniosła efektów ( nadal w badaniach wychodziła chlamydia) i objawy nadal sie nasilały. Już wtedy zastanawiałam się, ile jeszcze razy uda nam się zdążyć z pomocą. Dawki leków były już tak wysokie, że kilkukrotnie przekraczały zalecane normy.

Mając trop ( chlamydia) dotarłam do Pani profesor, która pisała prace o chlamydii i mykopazmie- też  wredna bakteria (  tą też znalazłam u córki) i umówiłam córkę do niej na wizytę. Pani Profesor zebrała wyczerpujący wywiad, wysłuchała i córki i mnie, bardzo dokładnie ją zbadała. Po pierwszej wizycie byliśmy bardzo zadowoleni. Zmieniła leki na astmę, dała kolejne wstawki antybiotyków z grupy azitromecyny i muszę powiedzieć, że uzyskała 6 tygodni poprawy. Po tych 6 tygodniach… o zgrozo … kolejne ataki choroby trwały coraz dłużej, a przerwy między nimi coraz krócej….aż doszliśmy do 4 miesięcy ciągłego kaszlu, przeplatanego atakami duszności ( konieczny był ventolin w inhalacji, bo ten „kieszonkowy” już nie działał! ). Przez 4 miesiące nie odpinaliśmy córki od inhalatora( zawsze musiało coś „lecieć”, albo pulmikord, albo ventolin, albo sól 3%. I tak dzień  i noc przez 4 miesiące. Pani Profesor powiedziała, że jest program leczenia lekiem biologicznym( omalizumab). Decyzję podjeliśmy szybko ( nie było nic do stracenia). Zrobiliśmy wymagane badania. I kolejny szok! Podstawowe kryterium IGE ( u zdrowego człowieka mniej niż 100), u nas 2840. Mało tego- córka była za chora na program leczenia astmy IGE- zależnej lekiem biologicznym..ZA CHORA!!!,  bo górna granica dla programu to 700.

Pani profesor miała jeszcze jeden pomysł. Córka akurat była „bez objawów” . Podała dużą dawkę antybiotyku na okres 21 dni i sterydy w tabletkach – też ogromne dawki! Zgodziłam się na tą terapię, bo miało to obniżyć IGE co najmniej o połowę. Po 21 dniach w CKU zrobiliśmy badania, i poszliśmy na wizytę do Pani profesor. Ustaliliśmy, że jak tylko będą wyniki zadzwonię . Wyniki były już na drugi dzień…ale IGE ( po terapii wzrosło do poziomu 3260!) I znów dostałam w policzek! Wiesz co usłyszałam w słuchawce? „Przykro mi”.

Byłam zrozpaczona, ale nie mogłam się poddać! Kolejny trop to ten z lekiem biologicznym. Skoro córka miała się dostać do programu, ale jest za chora, to trzeba zdobyć dla niej ten lek! Internet, kontakty i tak w ciągu nocy zdobyłam informacje na temat tego leku, nazwisko Profesora, który nadzorował badania na terenie Polski i nawet numer jego telefonu. Poczekałam do 7 rano i zadzwoniłam do Profesora ( do Warszawy) . Opisałam stan dziecka w wielkim skrócie ( tu też pomijam wiele incydentów, bo byś się zanudził), zapytałam o omalizumab i o to czy poda ten lek mojemu dziecku poza programem. Powiedział, że tak, ale jest drogi! …życie mojej córki nie miało dla mnie ceny, na drugi dzień byliśmy już w Warszawie ( podróż na przenośnym inhalatorze ). Pan profesor na pierwszej wizycie dokładnie ją zbadał ( ale najpierw rozkurczył oskrzela) , przeprowadził wywiad, pielęgniarka pobrałą krew do testów na alergie wziewne i pokarmowe, oczywiście zapytał dlaczego podajemy tyle sterydy w tabletkach. Wypisał nam receptę na omalizumab, zmienił całkowicie leki. Wizyta kosztowała (z testami ) więcej niż niejeden z was zarabia. Po 2 tygodniach już miałam lek ( też nie było łatwo, bo w aptekach nawet o takim nie słyszeli). Koszt dawki 150 (nie pamiętam jednostki) to 2500, ale moje dziecko ( duże) potrzebowało aż 5 takich dawek na raz . Podaliśmy ten lek. Zrobiłam badanie IGE ,spadło do prawie normy . Ale córka miała objawy z którymi nikt sobie nie radził nadal ( było trochę lepiej, lżej przechodziła ataki). Wizyty przynajmniej raz w tygodniu w Warszawie, Profesor zaczął odczulanie( mimo złego stanu zdrowia) preparatami doustnymi( Oral AIR – na trawy i zboża, Starolar 350- na roztocza kurzu domowego i Polinex tree na drzewa). Taki był plan… podawać ten drogi lek biologiczny , aż szczepionki na odczulanie zaczną działać…

I tak leczyliśmy kolejne tygodnie. A stan się wcale nie poprawiał.

Acha … mimo, że Pan Profesor kazał odstawić serydy w tabletkach ( tzw. twarde) , to już po 3 wizycie kazał do nich wrócić…..

Ciągle za duże dawki leków sterydowych wziewnych, sterydów w tabletkach, antybiotyków i całej masy trucizny. Po drodze ucierpiały nadnercza ( guzy posterydowe), ucierpiała tarczyca ( podwoiła swój rozmiar, pojawiły się guzki), córka nie miała siły na nic. Chorowała praktycznie ciągle. I tak na błędach lekarzy upłynęły 4 lata.:(

Wiedziałam ( zbyt późno ), że lekarze nam nie pomogą. Wybrałam najzwyklejszego alergologa – pulmonologa dziecięcego, aby znów zmienił leczenie i wiedziałam, że muszę zrobić coś sama. Córkę zaprowadziłam do bioenergoterapeuty. Wprowadziliśmy leczenie ziołami ( niektórym pomaga) dla nas okazało się za słabe ( ale już nie było gorzej).Odstawiliśmy zupełnie pszenicę, nabiał, cukier, konserwanty, barwniki, wszystko co sztuczne. Prawie jednocześnie zaczeliśmy leczyć ją u poleconego homeopaty –  nie było gorzej, a nawet ku naszemu zdziwieniu trochę lepiej. Ten doktor to przynajmniej widział problem w odporności i zagrzybieniu organizmu. Szukałam , czytałam, pytałam….Zdobywałam wiedzę, robiłam analizy…cały czas powtarzałam lekarzom, że córka zbyt płytko oddycha, a jak już dochodzi do skurczu, to po podaniu leków rozkurczowych w inhalacji wykrztusza( po kilkunastominutowej walce) ogromne ilości gęstego śluzu. Podobne objawy są przy mukowiscydozie. Zrobiłam badania, u nas to nie to.

Pewnej nocy ( gdy pilnowałam aby nie skończyły się leki w inhalatorze, bo córka miała kłopoty z oddychaniem), leciał jakiś mecz piłki nożnej. Tak jednym okiem oglądałam ( wprawdzie bez głosu). Doszło do faulu, jeden zawodnik leżał, potem znieśli go na noszach, zwijał się z bólu. Ale za 15 minut( około) wrócił na boisko i grał! Wtedy mnie olśniło!

Zastanawiełeś się dlaczego gdy Ty ( lub ktoś Ci bliski) skręcisz kostkę, to leczysz sie nawet do 3 miesięcy! A on gra po kilkunastu minutach.  Potrzebowaliśmy dobrego rehabilitanta „OD SPORTOWCÓW”. Dotarliśmy do takiego -długo pracował dla ekstraklasy piłkarzy- i pomysł okazał się trafny. Pan Piotr pracował na przeponie, punktach spustowych, „oderwał całą klatkę piersiową z przodu, ściągnął łopatki do tyłu ……i córka na nasze oko pogłębiła oddech. Oczywiście, po kilku dniach znów się to wszystko spinało…to my znowu powtarzaliśmy te zabiegi. Więc już odczulaliśmy córkę, piliśmy zioła, braliśmy hoemopatię, tępiliśmy grzyby, rehabilitowaliśmy układ oddechowy…. a ja szukałam dalej, bo choć stan się nie pogarszał, to nadal walczyliśmy z „astmą” .

I znów wróciłam do podstawy alergii. Z całą pewnością mogę powiedzieć, że każdy alergik ma całe stado pasożytów!!! Ale skoro tyle badań laboratoryjnych nie dało nic, znalazłam gabinet biorezonansowy www.terapiamanualna.com

Umówiliśmy córkę na wizytę. Po rozmowie z Panią Asią i zrobieniu diagnozy okazało się, że córka ma wszystkie pasożyty, których szukaliśmy i całe „stada ” innych. Do tego mnóstwo grzybów, bakterii. I nadal ma leczoną tak „dokładnie” przez lekarzy chlamydię i mykoplazmę. Poddaliśmy córkę terapii anty pasożytniczej, zaostrzyliśmy dietę . Pani Asia poleciła nam wodę redox( ph 9,5), suplementację duo life. Terapia trwała o wiele dłużej niż u przeciętnych ludzi, żyjątka nie chciały zbyt szybko opuścić córki.

Po tych wszystkich naturalnych metodach stan córki zaczął się bardzo powoli poprawiać, ale efekt końcowy nadal jeszcze nas nie zadowalał. Wtedy od Pani Asi usłyszeliśmy o tym, o czym chcę Ci powiedzieć. LAVYLITES! Spojrzałam na męża, on na mnie…

Pani Asia powiedziała, że to cudowny spray który ma działać w kilka sekund, na wszystko, bo nie leczy choroby a sprawia, że organizm rozpoznaje swój problem i z nim sobie radzi. Niemożliwe?? Też tak pomyślałam!! Zdecydowałam się na te preparaty dlatego, że gdyby się za jakiś czas okazało, że to działało, a ja nie dałam szansy swojemu dziecku na wyzdrowienie, to nie umiałabym z tym żyć.

Poczytałam trochę o tych produktach…

Taki skrót:

Węgierski naukowiec podczas prac nad środkiem, który uniemożliwiałby odrzut przeszczepów skóry na dużych powierzchniach ”przypadkiem” odkrył nosiciela wielkości nano, w środku którego udało się umieścić składniki czynne pochodzenia roślinnego wraz z informacją, którą mogą przekazać komórką naszego organizmu. Te małe cząstki potrafią przenikać przez ściany ludzkich komórek i przetransportować czynne składniki (tu zbiór fal elektromagnetycznych właściwych dla roślin leczniczych i minerałów. W jednym nanoefektorze jest 3000 garniturów biologicznej energii w postaci fali elektromagnetycznej). W ten sposób możliwy jest szybki transport informacji w zmienione chorobowo miejsce (narząd wewnętrzny, staw, ścięgno ….) W skład substancji czynnej wchodzą zioła lecznicze, składniki mineralne, kryształy lecznicze, metale koloidalne – 100%natury. Esensję rozpyla się na powierzchnię ciała lub/i pije. Już po 30 sekundach składniki czynne docierają z powierzchni ciała do chorego miejsca . Organizm wie, jakich składników mu najbardziej potrzeba , wybiera te, które są niezbędne, aby mógł aktywować procesy samo naprawcze naszego organizmu. Esencje te potrafią usuwać metale ciężkie, toksyny. Środek ten potrzebuje 30 sekund aby dotrzeć z powierzchni skóry do szpiku kości. Dlatego też, używanie go na „świeże infekcje” daje spektakularne efety. Niektórych dolegliwości można pozbyć się po kilku minutach ( 1 lub 2 użyciach sprayu).

NIE MA SKUTKÓW UBOCZNYCH, W CIĄGU 72 GODZIN ZOSTAJE WYDALONE Z ORGANIZMU TO, CZEGO ORGANIZM NIE ZUŻYŁ.

NIE KOLIDUJE TEŻ Z INNYMI LEKARSTWAMI I TRADYCYJNYMI METODAMI LECZENIA.

ŚRODKI TE NIE LECZĄ, ONE TYLKO „ZMUSZAJĄ ORGANIZM ABY SAM SIĘ „NAPRAWIŁ”, DAJĄC MU NIEZBĘDNE DO TEGO SKŁADNIKI CZYNNE.

Teraz poczytaj co się stało!

Kolejny raz córka zachorowała na zapalenie gardła ( w jej przypadku ból gardła, kilka minut później duszący kaszel, potem skurcze i całość ciągnie się w nieskończoność). Dałam ustalone z ostatnim lekarzem leki ( alvesco, atrodil, atimos), do tego duże dawki witaminy C. O dziwo po 2 dniach stan sie nawet trochę poprawił. Następnego dnia rano znów pogorszenie! W takim razie to już nie tylko wirusowa infekcja, ale najprawdopodobniej nadkażenie bakteryjne. Córka pospała do 9, gdy wstała i zanim się zastanowiłam którym antybiotykiem uderzyć , zadzwonił kurier z paczką z lavylites. Olśniło mnie! Otworzyłam ją szybko. Powiem, że na początku dla mnie te wszystkie zamówione butelki wyglądały tak samo, więc musiałam się posilić ściągą. Odnalazłam ten co służy do hamowania infekcji gardła i jamy ustnej(LAVYL 32) .Popsikałam 5 razy do gardła, popryskałam szyję, węzły za uszami i czekam..  .Powtórzyłam po 10 minutach ….po chwili moja córka nie kaszle???hm…zaczyna wydobywać jakiś ( zachrypnięty) głos…Zastosowałam ten preparat  do picia AURICUM SENSITIVE- (5 psików do 100ml wody), oraz popryskałam nim całą klatkę z tyłu i z przodu, powtórzyłam tym pierwszym preparatem ( LAVYL 32 )i tak w kółko przez 3 godziny. Po niecałych 4 godzinach moja córka swojemu bratu śpiewała piosenkę ( zachrypnięta lekko w prawdzie, ale przed tymi sprayami nie mogła nawet szeptać). Do wieczora była zupełnie zdrowa i poszła do szkoły następnego dnia! CUD!!

Stosowałam u niej tą terapię opisaną dla astmy ( intensywnie) .Zaczęła chorować dużo rzadziej i lżej. Jak pojawiały się jakieś infekcje na poziomie gardłą, to zwiększałam dawki i choroba trwałą 4 godziny! Gdy złapało nas na poziomie krtani i tchawicy, to do 12 godzin, a ostatnio wyleczyłam zapalenie oskrzeli( u astmatyka!) w ciągu 2 dni, bez antybiotyków, sterydów i innych trucizn.

Na zapalenie spojówek ( zapuchnięte, czerwone oczy, małe szparki). 1 raz prysnęłam na zamknięte oczy córki(LAVYL AURICUM SENSITINE)  i kazałam nie otwierać przez 1 miuntę! Przeszło w 3 minuty!!!!(oczywiście dla pewności popryskałam już całkiem normalnie wyglądające oczy kilka razy co 30 minut)

Dodam jeszcze, że przy okazji pryskania klatki z tylu( plecy) na astmę SPRAYEM LAVYL AURICUM zaczęły po 4 tygodniach znikać wielkie, szerokie rozstępy posterydowe!!!

Nadal jesteśmy za krótko na tych preparatach ( bo żeby odbudować układ immulogiczny potrzeba 6-9 miesięcy). Ale teraz to da się żyć. Po prostu da się żyć!!!Wszystkie infekcje wcześniej  trwały od 2 do 20 tygodni, teraz od kilku do kilkudziesięciu godzin!

Równocześnie stosowaliśmy kurację na kłopoty z tarczycą…szyja zmniejszyła swój obwód, guzki zniknęły… wszystko w obrazie usg bez zastrzeżeń.

Pryskaliśmy też nadnercza… o dziwo też cudownie ozdrowiały.

Jak czytasz to i jesteś tak zdziwiony ,jak ja wtedy, gdy Pani Asia nam powiedziała o tych sprayach, pomyśl tak jak ja. Czy nie warto zamówić kilku preparatów ( dobranych do Twoich dolegliwości) chociażby po to, aby nie zastanawieać się kiedyś, czy one na prawdę działały cuda. Bo działają cuda. Córka poprawia nam się w oczach, a jej stan lekarze określali jako beznadziejny ( i kazali się modlić- oczywiście- modlitwa nie zaszkodziła, ale…)

 

Będę opisywała „nasze postępy” w dążeniu do zdrowia systematycznie. Mam sporą rodzinę i u każdego te koncentraty działają.

Rejestracja daje Ci  20% zniżki na produkty, więc chyba  warto….a jest bezpłatna.

BLOG PANI TATIANY

UWAGA! Produkt nie służy do diagnozowania, leczenia ani zapobiegania żadnej chorobie. Informacje zawarte na tej stronie służą jedynie do celów informacyjnych. Nie zastępują porady lekarskiej lub innej porady medycznej. Nie należy stosować informacji zawartych na tej stronie do diagnozowania, leczenia lub przepisywania jakichkolwiek leków. Przed użyciem należy przeczytać informacje na opakowaniu.