Po co suplementy.

Poniższy artykuł został opublikowany na łamach biuletynu – News California Fitness Polska nr 10/99. Autor zaliczany jest do autorytetów wśród specjalistów nauki o żywieniu, a jego opinie są odbierane z dużą uwagą.

 

„Po przeczytaniu następnych zdań przyznasz, że nasz artykuł mógłby nosić nawet taki tytuł; ‚Mowa do niewiernych„. Przypomina to język Biblii ?

Słusznie, jeżeli pomyślę bowiem, ilu ludzi uważa, że nie potrzebuje żadnych suplementów żywieniowych, lub też okazjonalnie kupuje jakieś witaminy, muszę stwierdzić: jest ich dość dużo. Można nawet powiedzieć, że jest ich nieznośnie dużo.

W czasach socjalizmu nie mieliśmy dostatecznych kontaktów ze światem, nie byliśmy poinformowani o postępie i nie mieliśmy możliwości kupowania nowych produktów dla ochrony swojego zdrowia. Na dobrą sprawę nawet nie potrzebowaliśmy ich, bowiem byliśmy zdrowi na „zasadach socjalistycznych”.

Jeżeli ktoś potrzebował witamin, wówczas otrzymał je i to bezpłatnie. Ludzie zakodowali sobie, że o ich zdrowie troszczy się państwo za darmo i koszt zakupu jakiegokolwiek leku oraz inne wydatki pokryje też państwo, czy – jak obecnie kasa ubezpieczeniowia.

Nie możemy się więc dziwić powszechnej reakcji typu: wystarczy, że za określone leki musimy płacić; przeznaczamy ponad połowę pensji na żywność, jak tu wydawać duże pieniądze na witaminy.

Z premedytacją udramatyzowałem koniec poprzedniego akapitu. I świadomie umieściłem to zdanie na jego końcu, ponieważ do niego pragnę teraz nawiązać. W tej chwili medycyna tłumi, albo wręcz przemilcza wiele dobrych wiadomości o częstokroć dosłownie leczniczym działaniu specjalnych suplementów żywieniowych.

Czyni to z wielu powodów:

POMYŁKA! Ja mówię bowiem o czymś zupełnie innym! O tym, że osoby nie kupujące witamin mają widocznie powody, by ich nie kupować. Zastanawiając się nad tym, dlaczego tak się dzieje, jedyne wytłumaczenie znajduję w stwierdzeniu, że te określone osoby nie kupujące witamin są biblijnymi niewiernymi naszych czasów – nie wierzącymi w suplementy, żywieniowe. Inaczej mówiąc są to zatwardziali sceptycy.

Przeanalizujmy poniżej, z czego bierze się ten sceptycyzm. Jednak najpierw przyjrzyjmy się, jaka jest sytuacja w innych, bardziej rozwiniętych krajach – W Stanach Zjednoczonych ok. 50 min ludzi (ok. 20%) zażywa regularnie – tj. codziennie i długotrwale – jakiś suplement żywieniowy. W Europie Zachodniej udział ten jest niższy, obejmuje ok. 10% populacji. U nas (czyli w kraju autora – w Czechach – przyp. red )

  • Terapeutyczny i profilaktyczny sposób odżywiania sytuował się zawsze poza sferą zainteresowań nowoczesnej medycyny typu zachodniego. Medycyna czeska zalicza się do tego grona.
  • Powszechne, profilaktyczne przyjmowanie suplementów żywieniowych spowodowałoby zmniejszenie liczby zachorowań, tak więc zyski i wpływy samej medycyny uległyby ograniczeniu. Stosowanie suplementów żywieniowych – odpowiedników leków o naturalnym pochodzeniu, nie powodujących uzależnień, bez działań ubocznych – w ogromnym stopniu ograniczyłoby dochody koncernów farmaceutycznych ze sprzedaży lekarstw, które stanowią bazę współczesnej medycyny (i z powodu których jest ona uzależniona od tych dużych firm). Tak więc konkretne interesy wysokiej rangi dyktują, aby informacje o pozytywnym działaniu suplementów żywieniowych nie były publikowane.

Wręcz przeciwnie w ostatnich latach nie tylko ja zwróciłem uwagę na tendencyjne – a w wielu wypadkach wręcz druzgocące – ataki skierowane na suplementy żywieniowe. O dalszy bieg sprawy zatroszczy się odpowiedni urząd i po prostu nie dopuści danego produktu do obrotu w wolnej sprzedaży. Powód jest oczywisty: interes jest w tym, aby ten sam specyfik był produkowany jako oficjalnie zarejestrowany lek.

Czy teraz już jest jasne?

Gołym okiem widać schizofrenię w stosunku do suplementów żywieniowych. Z jednej strony producenci leków oświadczają, że jest to biznes zyskowny, ponieważ przekonały się, że uznane za nieskuteczne suplementy naprawdę POMAGAJĄ! Inaczej bowiem preparatów zawierających tego typu substancje aktywne nie dałoby się oficjalnie zarejestrować – każdy nowy preparat jest długo i w sposób skomplikowany testowany zgodnie z procedurą dopuszczania do obrotu i musi być wykazane jego działanie profilaktyczne! To fakty, jak wiadomo, są uparte … Mówią same za siebie.”

Dr Petr Fort – doradca ds. żywienia